Z tego powstanie kiedyś książka. Lub niekoniecznie.
RSS
sobota, 06 kwietnia 2019

Czekam aż nadejdzie...

Wtedy opiszę ją na 100 sposobów. Wierszem, piosenką, esejem, opowiadaniem.
Albo nie opiszę.
Wszyscy ujrzą ją we mnie.

22:18, cichoszamanizm
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 marca 2019

Wyrzuć to z siebie! Wyrzuć to z siebie do cholery! Wrzeszczę, gdy zasypiam i gdy się budzę, gdy smaruję chleb coraz droższym masłem i gdy wchodzę w zakręt na pełnym gazie. 
Wyczyść tę pamięć! Wyczyść tę pamięć do cholery! Wrzeszczę, gdy tuszuję rzęsy szczoteczką, co ma im nadać dramatyczny look oraz gdy zmywam wieczorem całodniowy makijaż jednorazowym wacikiem z Lidla.
Niech nie dzieje się nic. Zero. Nie myśl, nie drąż, głęboko oddychaj. Wsadź ręce w kieszeń, ułóż się w hamaku między gruszą a jabłonią, zawiśnij między dziś a jutro, nie oglądaj się za siebie.

I nie pisz! Na Boga, nie pisz! Wtedy na pewno nie wyjdziesz poza margines.

środa, 20 marca 2019

Wstyd.
Poczucie winy.
Zakłopotanie.
Wstręt.
Tęsknota.
Dyskomfort.
Rozczarowanie.
Upokorzenie.
Trauma.
Poczucie bezpieczeństwa.
Poczucie niebezpieczeństwa.
Poczucie wartości.
Brak wartości.
Poczucie niższości.
Poczucie straty. 
Poczucie krzywdy.
Obojętność.
Skrępowanie.
Zazdrość.
Bezsilność.
Bezradność.
Amok.
Napięcie.
Zmęczenie.
Niezadowolenie.
Akceptacja.
Ufność. 
Nieufność.
Miłość.
Oszołomienie.
Pogarda.
Uwielbienie.
Wyrzuty sumienia.

19:17, cichoszamanizm
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 marca 2019

Rozpacz.
Zawód.
Gorycz.
Zmartwienie.
Żal.
Melancholia.
Przybicie.
Depresja.
Apatia.
Przygnębienie.
Przygaszenie.
Zniechęcenie.
Zranienie.
Ból.

wtorek, 26 lutego 2019

Trwoga.
Niepokój.
Lęk.
Przerażenie.
Panika.
Obawa.
Niepewność.
Bojaźliowość.
Podejrzliwość.
Powściągliwość.
Zagubienie.
Wahanie.
Popłoch.

niedziela, 24 lutego 2019

Naważyłam kiedyś piwa, to chyba nadejszła wiekopomna chwiła, by je wypić. To nic, że jest stare, zwietrzałe i wygląda jak trzydniowa woda po mopie. Nie takie rzeczy się przecież piło: tanie wina jeżynowe, syropy z cebuli, gorące kubki o smaku domowego rosołu, co zdecydowanie nie smakowały jak domowy rosół.

A jutro pozbieram się, pójdę do pracy i nie będę o Tobie myśleć cały dzień.
Albo inaczej. 
A jutro pozbieram się i pójdę do pracy.

środa, 20 lutego 2019

Wzburzenie.
Irytacja.
Wściekłość.
Wkurzenie.
Gniew.
Podrażnienie.
Zdenerwowanie.
Podrażnienie.
Zniecierpliwienie.
Zacietrzewienie.
Oburzenie.
Niechęć.
Pogarda.
Furia.
Uraza.
Szał.







piątek, 15 lutego 2019

Aż wreszcie przemawiasz w takiej narracji, że należałoby Cię przebadać.

Kiedy mówiłeś o tym, jak D. całymi tygodniami chodzi obrażona i że Ty już do tego przywykłeś, nie chciało mi się w to wierzyć, ale z drugiej strony, pewnie prawda to była, bo czemu miałaby służyć nieprawda?

Po czym sam bez słowa zamykasz się w swoim świecie, owijasz się przezroczystym streczem do kanapek i nawet nie wiem, czy jesteś w stanie swobodnie oddychać. Ja oddycham. Nieregularnie. Jak astmatyk na wieczorku zapoznawczym, na który z roztargnienia nie zabrał leku wziewnego.

Nie rozumiem tego milczenia, ale szanuję.

Tak jak szanuje się zieleń i tym samym nie depta trawników.

21:50, cichoszamanizm
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 lutego 2019

Milczysz.
Ponad miesiąc milczysz.

Znów nie wiem, dlaczego, więc znów tworzę swoje historie. Skulona w kokon tęsknoty wymyślam treść sms-ów.
W jednych przyjmuję pozę obrażonej szesnastolatki, która wykłada Ci, co tak naprawdę myśli o tym wszystkim. Nie przeklina, używa zdań prostych wielokrotnie złożonych.
W drugich przyjmuję pozę dojrzałej pięćdziesięciolatki, która swoje w życiu przeszła. Po dwóch rozwodach i jednym owdowieniu wie, czego chce oraz wie, czego nie chce. Ma dystans, pokorę i trochę nadziei, że jeszcze spotka ją prawdziwe szczęście (czytała o tym w bestsellerach sprzedawanych na wagę w biedronce).
W innych jestem sobą...

Żadnych nie wysyłam.

niedziela, 03 lutego 2019

Władam cudzymi słowami, bo moich nie ma. Gdzieś sobie poszły. Szukałam, szukałam cały miesiąc. Chodziłam od lewa do prawa, od prawa do lewa, nawet na środku tego świata przystanęłam. Bo może tam, tam są. Leżą i czekają, bym je podniosła. Ale nie było. Zmarzłam tylko niepotrzebnie w stopy, bo od ziemi to jednak w styczniu ciągnie.

Czy luty to wciąż odpowiedni czas na życzenia noworoczne? Pewnie nie, ech. Lecz tym niemniej...

Na Nowy Rok
Milczę Ci
Wszystkiego,
Czego nie mogę
Życzyć sobie.
Bo przecież
To nierealne.
Ale i tak
Ci to milczę.
Z całego serca.
Bo może jednak.

kobieta w pociągu

sobota, 05 stycznia 2019

"Nie pytaj, dopuszczając tylko jedną, żądaną odpowiedź. Nie pytaj wcale. Miłość to decyzja. Jeśli ją podejmujesz, to mów, że kochasz, dawaj. Nie oczekuj zwrotu kosztów. Miej odwagę powiedzieć, że już nie ma miłości. Odejdź zanim zdradzisz i nie licz, że drugą stronę będzie stać na podobną uczciwość. Żyj!, A gdy dostaniesz bęcki, przeżyjesz. Przyszyjesz do rękawa kolejną sprawność. To są Himalaje dojrzałości (...)".

Katarzyna Nosowska "A ja żem jej powiedziała"

 



czwartek, 03 stycznia 2019

Matko Bosko, jakie ja mam sny!

Wychodzę z łazienki prosto do pokoju B., gdzie siedzą moi Rodzice i Twoi Rodzice. Pojawia się K. i jakaś mniejsza dziewczynka o imieniu Stenia. Nie mam pojęcia, kim jest Stenia, brakuje Ciebie i cioci. Witam się z każdym po kolei, dochodzę do K., podaję jej rękę, przedstawiam się z imienia i nie wiem, co zrobić dalej. Kim jestem, co tu robię? W głowie mam taką pustkę, że aż mi dudni. Reszta rozmawia w najlepsze i wygląda na to, że tylko ja mam problem adaptacyjny.

Wychodzę na balkon, zapalam cudzego papierosa, dołącza do mnie K. i mówi, że jej Tata też czasem pali i ona tego nie lubi. Spoglądam jej prosto w oczy i odpowiadam: Powiem Ci w tajemnicy, że też nie lubię, gdy Twój Tata pali.

Cięcie.
Budzę się.
Jest 4.28.

W telefonie mruga mi wiadomość na fb: O Sylwestrze i moim ostatnim tygodniu muszę Ci opowiedzieć. Musimy się spotkać może jednak co? Ty to pojmiesz, bo Ty wiele pojmujesz! Może być nawet empik!





poniedziałek, 31 grudnia 2018

Peruwiańczycy bardzo poważnie traktują 31 grudnia. Palą stare ciuchy i wierzą, że nowy rok to nowa miłość. Ja coprawda również poważnie traktuję 31 grudnia, jednak daleka jestem od wróżbiarskich porzekadeł. Za to kocham podsumowania. Matko, jak ja kocham podsumowania i jak te podsumowania pokazują moją życiową niekonsekwencję.

Gdyby miała w jednym zdaniu streścić rok 2018, byłoby to pytanie retoryczne w prostej formie, mianowicie: po co mi to, kurwa, było?

Z czego "kurwa" robiłoby za przecinek oraz partykułę wzmacniającą.

Zakładam suknię, co wirować będzie w rytm tegorocznych hitów.
Zakładam maskę z równym uśmiechem.
Zakładam nogę na nogę.

czwartek, 27 grudnia 2018

Wiesz... zrobiłeś mi cudną niespodziankę tym nieplanowanym spotkaniem. Gdy napisałeś "będę za godzinę", mój umysł dostał taką dawkę dopaminy, serotoniny, adrenaliny i Bóg wie czego jeszcze, że niemal fruwałam nad świeżo umytą podłogą składającą się z płytek podłogowych, zwanych terakotą oraz paneli podłogowych, zwanych panelami podłogowymi. Jakby mi ktoś doczepił na tych kilka chwil plastikowe skrzydła, i uśmiech dorysował czerwoną szminką niezbyt równo, lecz szczerze.

Radość!

W jednej chwili wszystko inne przestało być ważne: nieumyte włosy, nieubrana choinka, niewyniesione śmieci.

I gdy w pośpiechu wiązałam turban, zakładałam buty, zbiegałam ze schodów, ciągnąc za sobą obfitą chmurę Coco Chanel, to... to bałam się, że zaraz mi się ten mój wyimaginowany świat spod nóg omsknie, a ja otrzeźwieję na szarej kanapie z tępym wzrokiem wbitym w biały sufit. 

Poleciałam na tych swoich sztucznych skrzydłach, bo porozmawiać chciałam, i tyle pytań zadać miałam.
I... prawie nic z tego spotkania nie pamiętam.
Coś mnie ogłuszyło. Coś ciężkiego chyba.

fot. Vladimir Lagrange

niedziela, 23 grudnia 2018

Mało to nowa jednostka czasu.
Moja jednostka.
Względem Ciebie.

nagie stopy

piątek, 21 grudnia 2018

Dzisiaj odeszła Zuzanna Łapicka. Przez większą część życia grała rolę córki znanego Andrzeja Łapickiego oraz rolę żony znanego Daniela Obrychskiego, a gdy po dziesięciu latach małżeństwa zdecydowała się na rozwód "Rozwiodłam się za prababcię, babcię, matkę i za siebie. Przerwałam tę sztafetę pokoleń", to rolę byłej żony znanego Daniela Olbrychskiego. Taka metka społeczna.

Kobieta o piorunującym intelekcie, słowie pisanym i mówionym.

Pojawiła się w moim życiu dość późno, ale odkąd się pojawiła, zachwycałam się nią praktycznie każdego dnia. W szczerych polach krajanowskich też Ci o niej opowiadałam z entuzjazmem dziecka, z euforią i podziwem ogromnym. Pamiętasz? Anegdota o szatniarzu...

I miałam do niej napisać. I nie zdążyłam. Przez cholerne lenistwo, przez tę cholerną opieszałość!
I teraz siedzę przed laptopem ze słuchawkami na uszach i łzami na polikach.

Agresywnie stukam w klawiaturę i przysięgam sobie, przysięgam na wszystkich świętych, że nie będę odkładała niczego na później. A już na pewno nie będę odkładała na później życia! Bo to życie, to kurewsko nieprzewidywalne jest. Człowiek sobie zaplanuje, że pójdzie do sklepu po nową choinkę, a nim wyjdzie z domu, dostanie zawału i zgotuje najbliższym święta w kolorze kiru.

W tle Kazik i "Czarne słońca".

Ta moja wrażliwość to mnie kiedyś zajebie. SIC!

środa, 19 grudnia 2018

Milczenie owiec? Nie. Milczenie pokojem duszy? Też nie! Najcięższą bronią? Złotem może? Może to pomoże?

Strach to bezbrzeżne pole, na którym rolę życia odgrywa nasza podświadomość. Obecnie znajduję się na etapie poszukiwań efektywnego sposobu na to, jak prawie umrzeć, jednocześnie siedząc na dupie najspokojniej jak tylko się da. Szczepionki na to jeszcze nie wynaleziono. A szkoda, dużo bym zapłaciła za jedną skuteczną iniekcję.

W zeszłym tygodniu napisałam SMS w oparciu o tekst Agnieszki Osieckiej:
Ja bym do Pana napisała,
gdyby to pisać było można.
Nie, ja nie jestem nieśmiała.
Tylko ostrożna.

I nie wysłałam.

wtorek, 18 grudnia 2018

Wiesz... Czuję się lepiej niż na przykład miesiąc temu, bo przynajmniej wiem, na czym stoję. 

Widzę morze skute lodem, gdzieś w głębi ja, zamyślona i wystraszona. W głowie mam wizję, że lśniąca tafla wreszcie pęknie, a ja przecież nie umiem pływać. W dodatku mi zimno. Cholernie zimno. Wieje. Niby krajobraz malowniczy (nigdy nie byłam nad morzem zimą), ale strach i ziąb nie pozwalają mi do końca cieszyć się tym widokiem.

Wieczór. Piję herbatę z tartym imbirem. Jest ciepło i bezpiecznie. W głowie zaś roi się od myśli niebiezpiecznych. Jakiś niewielki pająk (nie boję się pająków) biega wkoło, plącząc nitki bez ładu i składu. Czuję, żę coś powinnam zrobić. Napisać, zadzwonić, ale mam twarz a'la Waldemar Pawlak. Przerażoną nieco. 

Tak, cytując Ciebie, "zesrało się". Cytując moją Babcię "zesrała się bida i płacze".

Ja już nie płaczę, choć naturę miewam płączliwą, co nie zawsze idzie w parze z moim kalendarzem hormonalnym. Mistrz Bukowski świetnie oddał moją naturę z jednej ze swoich książek: 

"W nastroju była zawsze szampańskim albo podłym. Same skrajności, nic pośredniego. Niektórzy mówili, że jest stuknięta. Drętwusy tak mówiły".

poniedziałek, 17 grudnia 2018

O to czy jesteś szczęśliwy, zapytałam Cię po ostatnim spotkaniu w kontekście utworu, jaki mi podlinkowałeś, niestety już nawet nie pamiętam tytułu. Wielce możliwe, że źle zrozumiałam ten kawałek, gdyż mój angielski (nabyty żmudną drogą doświadczeń obczyźnianych, nigdy tak naprawdę klasyczną formą edukacji) jest wciąż bardzo przeciętny, żeby nie powiedzieć: słaby. 

Pamiętasz? Ty pojechałeś w lewo, ja w prawo.

Szczerze powiedziawszy, nie lubię zadawać komukolwiek takich pytań, bo niby czym jest szczęście, kto wymyślił tę jedną, jedyną słuszną definicję, jak brzmi i dlaczego ma być respektowana przez wszystkich jako aksjomat?

Żyję już na tym świecie wystarczająco długo, by wiedzieć, że szczęście to stan, w którym się bywa. Oczywiście mamy / miewamy (niepotrzebne skreślić) na ten stan wpływ, jest to także uwarunkowane naszym usposobieniem (wszak ponuraki i malkontenci zawsze będą narzekać, zaś ci huraoptymistyczni chodzić ze sztucznym uśmiechem na twarzy). 
Dla mnie szczęście to mgnienia, migotania, przebłyski. Truskawki z cukrem i śmietaną oraz wiatr w polu. Zaskakujące zakończenie książki i obraz w muzeum, przed którym nikt nie stoi. Uśmiech staruszki sprzedającej pietruszkę i szum morskich fal.

Ach, stanąć tak gołymi stopami na rozgrzanym piasku i krzyknąć za Czechowem: "Jestem oburzająco szczęśliwa!".

Wiesz, nabrałam sporo pokory. Do siebie, do Ciebie, do świata. Owszem, nadal bywam buńczuczna jak nastolatka z trądzikiem, ale szybciej mi mija. Miewam poranki zaingurowane lewą nogą, kiedy to zamiast sukienki zakładam postawę: zawsze przecież możesz wyjść i kurtuzyjnie przymknąć drzwi, jak ci się nie podoba, to nikt tu nikogo pod pistoletem nie przytrzymuje, po to ulica ma dwa pobocza, by w razie czego przejść na to drugie.

A potem znów na twarzy maluje mi się spokój, dystans i tumiwisizm. I czekam na wiosnę lub durnowaty znak od kapsla z Tymbarku.

I tęsknię... za tą falą gorąca, która podchodzi do gardła i dusić chce z rozkoszy. Za zamknięciem moich gadatliwych warg przez Twoje bardziej wyciszone. Za dłonią na kolanie, której dotyk powoduje drżenie łydki, uda, a nawet obojczyka.

Mrówki. Gdy jesteś blisko, czuję mrówki. I to też jest szczęście. Ogromne szczęście.

Telimena

sobota, 15 grudnia 2018

- Warunki atmosferyczne były ostatnio nader niesprzyjające - rzekła Sowa.
- Co było?
- Deszcz padał - wyjaśniła Sowa.

A ja tak sobie myślę, że mi do twarzy w tej szarzyźnie i obojętności. Ani nie wytaczam przeciw światu cieżkich dział, ani nie chce mi się machać lichą szabelką.

Stoję. Na skrzyżowaniu. Ręce też mam skrzyżowane jakby w obrażonym geście.
Mam nieumyte okna (ale jak to? przecież święta!), mam niezmienioną pościel (ale jak to? przecież święta!), nie mam upieczonych pierników (ale jak to? przecież święta!). Kiwam nóżką w rytm kolędy, czytam czeskie powieści, słucham podcastów o radości życia, o rozwijaniu pasji, o byciu uważnym tu i teraz. A weźcie Wy się wszyscy opamiętajcie z tymi waszymi huraoptymistycznymi radami - chcę krzyknąć, ale nie mogę. Chyba mi ktoś napchał do gardła kłębowisko szmat. 

Wczoraj rano jechał za mną samochód dziwnie blisko i mrugał światłami, i nawet zatrąbił. Wreszcie mnie wyprzedził i przy uchylonej szybie krzyknął: Kołpak pani zgubiła tam na górze, dlatego znaki dawałem. 

I wiesz co, ja po ten kołpak nie wróciłam. Przecież kołpak nie zając. Ani nie ucieknie, ani nikt go nie ukradnie. No bo po co komu jeden kołpak?

Chłopaki w pracy powiedzieli, że teraz to wszystko kradną. Nawet jeden kołpak. I że jak będę wracać, to żebym go zabrała, jak zobaczę. Ten kołpak. 

I wiesz co, ja nawet się za tym kołpakiem nie rozejrzałam. Ja nawet nie zwolniłam na tym zakręcie, gdzie niby rano go zgubiłam. Powiem wprost: ja ten kołpak mam w dupie.

Ja mam teraz inne rzeczy na głowie: zbyt mocno podcięte włosy i zbyt mocno podcięte emocje. Jedne i drugie na szczęście odrastają.

 
1 , 2 , 3